Co
jakiś czas wrzucam na bloga listę ulubieńców, ale spośród
wielu kosmetyków, które używam zdarza mi się czasem
trafić na jakiś niewypał. Dzisiaj opowiem o 6 kosmetykach, które
okazały się totalną klapą, są po prostu przeciętne lub po
prostu nie spełniły moich wymagań. Niektóre, z nich są
znane wśród urodowej blogosfery, a niektóre widziałam
po raz pierwszy i z ciekawości po nie sięgnęłam. Znajdą się
tutaj po równo kosmetyki kolorowe i pielęgnacyjne. Zaczynamy!
Buble kosmetyczne | 6 kosmetyków, które się u mnie nie sprawdziły
Collection 2000, Lasting Perfection korektor 01 Fair
Ten
osławiony korektor był na mojej „wish liście” odkąd zaczęłam
interesować się makijażem. Kryjący, wodoodporny,długotrwały...
naczytałam i naoglądałam się o nim bardzo dużo, a kiedy nadszedł
upragniony moment i miałam go już w swojej ręce narodziło się
pytanie „ Naprawdę? O co tyle szumu?”. Korektor chciałam
stosować głównie pod oczy, ale nie bardzo się do tego
nadaje. Dopiero przy dwóch warstwach potrafi coś tam zakryć
z moich sińców, nie ma też mowy o długotrwałym makijażu,
bo po kilku godzinach pigment gdzieś znika i przebijają żyłki.
Maybelline Master Prime, Baza zmniejszająca widoczność porów
Nie
pamiętam czy widziałam ją na jakimś filmiku urodowym czy na
blogu, pamiętam jednak, że opinie na jej temat były pozytywne
(również w komentarzach). Chwyciłam ją na promocji -50% w
rossmanie i bardzo żałuję, że nie poczytałam o niej wcześniej
chociażby na wizażu. Jest to produkt, który nie robi nic.
Nie przedłuża trwałości makijażu, nie minimalizuje widoczności
porów, nie ułatwia rozprowadzania podkładu, ponadto makijaż
twarzy wygląda gorzej na bazie niż bez niej.
Colourpop, Ultra Matte Liquid lipstick, Times Square i Clueless
Kolejny
bardzo popularny i uwielbiany głównie w USA kosmetyk. Duże
oczekiwania zamieniły się w jeszcze większe rozczarowanie. Pomadki
chwilę po nałożeniu na ustach ciemnieją i odbiegają kolorem od
świeżo nałożonej warstwy. Ładnie zastygają na mat, ale trzymają
się tylko do pierwszego posiłku lub picia. Wysuszają usta i zjadają się fatalnie,
nie da rady nałożyć kolejnej cieniutkiej warstwy i to jest ich
największą wadą.
Biotaniqe, łagodny żel do mycia twarzy
Przechodzimy
do pielęgnacji i na pierwszy ogień idzie żel do mycia twarzy
Botaniqe. Odświeżający, delikatny, wygładzający i odświeżający
skórę – takie zachwyty można wyczytać o nim w internecie.
U mnie żel co prawda oczyszcza skórę, ale pozostawia ją
ściągniętą i wysuszoną. Totalnie nie pasuje mi też jego zapach,
ale jest to indywidualne odczucie ;)
Dermofuture, Kuracja do twarzy z nanopeptydami i komórkami macierzystymi
Weszłam
kiedyś do Hebe z zamiarem zakupu serum AVA z komórkami
macierzystymi, ale zauważyłam, że ten preparat jest w promocyjnej
cenie i właśnie na niego się zdecydowałam. Już przed użyciem
byłam niemile zaskoczona, bowiem serum wypełniało tylko ¾
buteleczki... Nie mam pojęcia czy wszystkie kosmetyki producenta tak
wyglądają, czy ktoś wcześniej otworzył i używał serum. O ile
poprzednie produkty powodowały negatywne odczucia, to ten jest mi
zupełnie obojętny. Nie zaszkodził, ale też nie wpłynął
pozytywnie na wygląd skóry.
Anwen, Maska do włosów średnioporowatych
Masce
na pewno poświęcę osobny post, tymczasem ponarzekam trochę tutaj.
Po sporych zachwytach zdecydowałam się na maskę przeznaczoną do
włosów średnioporowatych. Poza opiniami przekonała mnie
formuła bez silikonów oraz ciekawy skład. Masaka jest niby
ok, ułatwia rozczesywanie, wygładza włosy, ale niestety jej zapach
jest dla mnie sztuczny i duszący. Miałam nadzieję na efekt wow, a
maska działa nie lepiej niż dużo tańsze maski Kallos.
Znacie
któregoś z moich bubli? Jakie było Wasze największe
rozczarowanie kosmetyczne ostatnich miesięcy?


Uwielbiam wpisy takie jak ten - przynajmniej wiem, czego się wystrzegać:D
OdpowiedzUsuńpozdrawiam serdecznie znad filiżanki kawy:)
Też lubię czytać takie wpisy. Warto jednak pamiętać, że od kogoś buble u innych mogą się sprawdzić :)
Usuńsuper wpis, lubię takie czytać :) żeby wiedzieć, czego unikać
OdpowiedzUsuń