Nie
przepadam za mechanicznymi peelingami do twarzy i już od dłuższego
czasu zrezygnowałam z nich na rzecz peelingów chemicznych
oraz delikatniejszych enzymatycznych. Głównym powodem jest
to, że nie lubię efektu czerwonej, podrażnionej skóry,
który na mojej twarzy utrzymuje się dość długo po takim
'tarciu'. Zastanawiacie się pewnie co w takim razie skłoniło mnie
do chęci wypróbowania peelingu z drobinkami? Jednym z
czynników przemawiającym za tym produktem była jego
konsystencja. Peeling ma być na tyle delikatny, że nadaje się nie
tylko do twarzy, ale i do ust. O tym, czy tak delikatna formuła
poradziła sobie z moją mieszaną cerą dowiedzie się za chwilę.
Loreal Sugar Scrubs Peeling oczyszczający
Skład
Peeling
jak sama nazwa wskazuje opiera się na cukrze i to on pełni tu
główną rolę złuszczającą. Producent zapewnia, że
składniki złuszczające są w 100% pochodzenia naturalnego i
faktycznie tak jest. Nasionka kiwi, które co prawda są
widoczne w peelingu, ale mało wyczuwalne przy mechanicznym ścieraniu
naskórka, olejek eteryczny z mięty odświeżający skórę
i redukujący niedoskonałości oraz olejek eteryczny z trawy
cytrynowej, który działa przeciwzapalnie i antybakteryjnie.
Działanie
Z
pewnością pozytywnie zaskoczył mnie efekt rozgrzewający, który
daje peeling. Ciepło otwiera pory skóry, a to dodatkowo
pomaga pozbyć się z nich wszelkich zanieczyszczeń. Dodatkowo po
takim dogłębnym oczyszczaniu skóra w dalszych etapach
pielęgnacji lepiej wchłonie składniki aktywne, w formie maseczki,
serum lub kremu. W moim przypadku niestety nie wszystkie zaskórniki
się oczyszczają i jest to dziwne, bo w równym stopniu
wykonuję masaż na całej powierzchni twarzy i przy skrzydełkach
nosa oraz policzkach pory widocznie stają się oczyszczone, a niektóre np. na nosie zostają prawie nietknięte. Scrub jest bardzo drobno zmielony, ma liczne ziarenka cukru i w zależności od
nałożonej ilości możemy stopniować efekt ścierania. To dzięki tym mikro ziarenkom mam kontrole nad intensywnością peelingu i moja skóra nie reaguje zbytnim zaczerwienieniem. Trzeba
przyznać, że po zastosowaniu peelingu skóra jest bardzo
miękka i wygładzona. W miejscach, gdzie występują niedoskonałości
skóra nie jest podrażniona, a po zmyciu produktu wodą,
nie odczuwam wielkiego ściągnięcia i to mnie cieszy. Jeśli chodzi
o peeling ust, to nie wykonuję go zbyt często, bo nie mam takiej
potrzeby, jednak w sytuacji spierzchniętych ust używam go na
sucho bez wody i bardzo dobrze je wygładza. Dodatkowo peeling ma
przyjemny, ładny, owocowy zapach, który uprzyjemnia cały
zabieg złuszczania.
Jak
wiadomo skóra ust jest bardzo wrażliwa i mogłoby się
wydawać, że cukrowy peeling będzie za delikatny i nie poradzi
sobie z problemami (tak różnej od ust) skóry twarzy. O
dziwo scrub spełnia swoją wielofunkcyjną rolę i jestem z niego
zadowolona.
Znacie
nową linie peelingów Loreal Sugar Scrub?


miałam sobie kupić ten peeling na niedawnej promocji 2+2 w Rossmannie, ale bardziej kusiła mnie seria Botanic Spa Rituals od Bielendy;) nie wykluczam jednak, że prędzej czy później wpadnie on w moje ręce
OdpowiedzUsuńNie dziwię się. Sama musiałam się powstrzymywać przed zakupem Botanic SPA ;)
Usuńmam go i uwielbiam!
OdpowiedzUsuńMam na niego chrapkę, poczekam jednak na jakieś promocje... Bardzo ładne, miłe dla oka opakowanie.
OdpowiedzUsuńpozdrawiam serdecznie znad filiżanki kawy:)
Ja też lubię proste i estetyczne opakowania <3
UsuńMam i namiętnie używam. Ach ten zapach :)
OdpowiedzUsuńO tak, zapach jest cudowny :D
UsuńNie miałam jeszcze tego peelingu ale bardzo kusi już samym wyglądem ;p
OdpowiedzUsuńWłaśnie wersja kiwi najbardziej mnie kusi :D
OdpowiedzUsuńSprawdzę pozostałe peelingi, bo do kiwi coś nie jestem przekonana. :D
OdpowiedzUsuńJeden z fajniejszych produktów jakie mam w swojej szafce. Na pewno nie zakończę na jednym opakowaniu.
OdpowiedzUsuń