Marka Colourpop jest bardzo znana głównie wśród zagranicznych urodowych blogerek. Ich matowe szminki, metaliczne i foliowe cienie oraz palety cieni możemy znaleźć praktycznie na każdym instagramowym makijażowym koncie. Zawsze wiedziałam, że chcę wypróbować chociażby ich matowe, płynne pomadki, rozświetlacze oraz pojedyncze cienie lecz największym marzeniem była paleta Fem Rosa. Długo rozważałam jej zakup, aż w końcu paleta przestała być dostępna, a moja miłość do niej wygasła. Swoje inspiracje i nadzieję przelałam na bardzo podobną paletę You Had Me At Hello, która jest bohaterem tego wpisu.
Colourpop You Had Me At Hello
W
palecie znajduje się 12 cieni: 6 matowych i 6 błyszczących.
Niektóre z nich są ciepłe, ale w większości są tu chłodne,
neutralne odcienie. Cienie zamknięte są w małym, tekturowym
opakowaniu zamykanym na mages. Wśród siostrzanych palet
wyróżnia się lusterkiem w środku, które według mnie
jest praktyczne i zawsze mile widziane w paletach cieni. Na stronie
producenta You Had Me At Hello kosztuje 18$, a w polskich drogeriach
online dostaniemy ją za 129zł - 139zł.
The
Knot – błyszczący, szampański odcień.
Moon
Struck – metaliczny, piękny odcień złota.
Two
Peas – matowy, nieco cieplejszy, zgaszony beżowo-żółty
odcień. Lubię go używać jako cień przejściowy.
Candygram
– metaliczny, czerwono-miedziany duochrom.
Winning
Ticket – matowy, zgaszony różo-brąz. Również
świetny jako cień przejściowy.
FBO
– metaliczny brąz opalizujący na fioletowy.
Look-See
– matowy, chłodny odcień fioletu.
Fool's
Rush – metaliczny, brązowo złoty.
Pulling
Strings – matowy, ciepły brąz.
Want
U Back – matowy, zgaszony i neutralny brąz.
DTR
– metaliczny, srebro-brąz o chłodnych tonach.
Sparks
Fly – zimny, głęboki i matowy brąz.
Moja opinia:
Bardzo
podoba mi się podział cieni – po równo mamy tutaj maty,
jak i cienie metaliczne. Również tonacja palety przypadła mi
do gustu, jest wytchnieniem po typowo ciepłych, rudych i czerwonych
barwach, jakie najczęściej królują obecnie w świecie
makijażu. Osobiście brakuje mi tutaj jednego koloru, aby paleta w
100% była samowystarczalna. Przy prawie każdym makijażu używam
beżowego matowego cienia i wielkim minusem jest jego brak w tej
palecie. Zanim zdecydowałam się na cienie Colourpop, nasłuchałam
się o nich fantastycznych opinii. Jeśli chodzi o moje odczucia to
jakość cieni jest dobra. Tylko dobra i już tłumaczę o co mi
chodzi. Niby pigmentacja jest w porządku, ale cienie matowe
(mam na myśli szczególnie cień Look-See) już przy nakładaniu potrafią
tracić ten swój pigment. Jeśli chodzi o cienie metaliczne,
to nie mam im nic do zarzucenia – wyglądają świetnie na sucho,
jak i nakładane na mokro. Niestety długotrwałość cieni nie
powala. Przy 12 godzinnym makijażu, nawet nałożone na bazę tracą
na intensywności i zlewają się w jeden kolor. Natomiast plusem
cieni jest to, jak pięknie łączą się ze sobą, a dokładanie
koloru intensyfikuje odcień nie robiąc przy tym dziur. Osypywanie
cieni jest minimalne, jeśli nie zdmuchniemy nadmiaru cieni z pędzla,
to wiadomo, że każdy kosmetyk będzie się osypywał. Nie mam też
problemu z rozcieraniem cienii, praca z nimi jet przyjemna, ale ma
tutaj znaczenie jakość pędzla, którym wykonujemy makijaż:
przy naturalnym włosiu cienie zachowują się dużo lepiej niż przy
pędzlach syntetycznych.
Pomimo,
że paleta nie zawiera wybitnych i unikalnych kolorów, to jest
różnorodna i możemy zmalować nią naprawdę wiele makijaży
na każdą okazję. Po początkowym zniechęceniu lubię sięgać po
paletę głównie w makijażach dziennych. Cieszę się, że nie kupiłam palety na polskiej stronie,
bo cena 130zł to zdecydowane przepłacenie.
Znacie kosmetyki do makijażu tej marki? Jestem
ciekawa, która paleta Colourpop podoba Wam się najbardziej?


