maja 28, 2018

Colourpop You Had Me At Hello | Recenzja palety cieni

Colourpop You Had Me At Hello | Recenzja palety cieni

Marka Colourpop jest bardzo znana głównie wśród zagranicznych urodowych blogerek. Ich matowe szminki, metaliczne i foliowe cienie oraz palety cieni możemy znaleźć praktycznie na każdym instagramowym makijażowym koncie. Zawsze wiedziałam, że chcę wypróbować chociażby ich matowe, płynne pomadki, rozświetlacze oraz pojedyncze cienie lecz największym marzeniem była paleta Fem Rosa. Długo rozważałam jej zakup, aż w końcu paleta przestała być dostępna, a moja miłość do niej wygasła. Swoje inspiracje i nadzieję przelałam na bardzo podobną paletę You Had Me At Hello, która jest bohaterem tego wpisu.


paleta cieni colourpop


Colourpop You Had Me At Hello

W palecie znajduje się 12 cieni: 6 matowych i 6 błyszczących. Niektóre z nich są ciepłe, ale w większości są tu chłodne, neutralne odcienie. Cienie zamknięte są w małym, tekturowym opakowaniu zamykanym na mages. Wśród siostrzanych palet wyróżnia się lusterkiem w środku, które według mnie jest praktyczne i zawsze mile widziane w paletach cieni. Na stronie producenta You Had Me At Hello kosztuje 18$, a w polskich drogeriach online dostaniemy ją za 129zł - 139zł.


The Knot – błyszczący, szampański odcień.
Moon Struck – metaliczny, piękny odcień złota.
Two Peas – matowy, nieco cieplejszy, zgaszony beżowo-żółty odcień. Lubię go używać jako cień przejściowy.
Candygram – metaliczny, czerwono-miedziany duochrom.
Winning Ticket – matowy, zgaszony różo-brąz. Również świetny jako cień przejściowy.
FBO – metaliczny brąz opalizujący na fioletowy.
Look-See – matowy, chłodny odcień fioletu.
Fool's Rush – metaliczny, brązowo złoty.
Pulling Strings – matowy, ciepły brąz.
Want U Back – matowy, zgaszony i neutralny brąz.
DTR – metaliczny, srebro-brąz o chłodnych tonach.
Sparks Fly – zimny, głęboki i matowy brąz.




Moja opinia:

Bardzo podoba mi się podział cieni – po równo mamy tutaj maty, jak i cienie metaliczne. Również tonacja palety przypadła mi do gustu, jest wytchnieniem po typowo ciepłych, rudych i czerwonych barwach, jakie najczęściej królują obecnie w świecie makijażu. Osobiście brakuje mi tutaj jednego koloru, aby paleta w 100% była samowystarczalna. Przy prawie każdym makijażu używam beżowego matowego cienia i wielkim minusem jest jego brak w tej palecie. Zanim zdecydowałam się na cienie Colourpop, nasłuchałam się o nich fantastycznych opinii. Jeśli chodzi o moje odczucia to jakość cieni jest dobra. Tylko dobra i już tłumaczę o co mi chodzi. Niby pigmentacja jest w porządku, ale cienie matowe (mam na myśli szczególnie cień Look-See) już przy nakładaniu potrafią tracić ten swój pigment. Jeśli chodzi o cienie metaliczne, to nie mam im nic do zarzucenia – wyglądają świetnie na sucho, jak i nakładane na mokro. Niestety długotrwałość cieni nie powala. Przy 12 godzinnym makijażu, nawet nałożone na bazę tracą na intensywności i zlewają się w jeden kolor. Natomiast plusem cieni jest to, jak pięknie łączą się ze sobą, a dokładanie koloru intensyfikuje odcień nie robiąc przy tym dziur. Osypywanie cieni jest minimalne, jeśli nie zdmuchniemy nadmiaru cieni z pędzla, to wiadomo, że każdy kosmetyk będzie się osypywał. Nie mam też problemu z rozcieraniem cienii, praca z nimi jet przyjemna, ale ma tutaj znaczenie jakość pędzla, którym wykonujemy makijaż: przy naturalnym włosiu cienie zachowują się dużo lepiej niż przy pędzlach syntetycznych.




Pomimo, że paleta nie zawiera wybitnych i unikalnych kolorów, to jest różnorodna i możemy zmalować nią naprawdę wiele makijaży na każdą okazję. Po początkowym zniechęceniu lubię sięgać po paletę głównie w makijażach dziennych. Cieszę się, że nie kupiłam palety na polskiej stronie, bo cena 130zł to zdecydowane przepłacenie.

Znacie kosmetyki do makijażu tej marki? Jestem ciekawa, która paleta Colourpop podoba Wam się najbardziej?



maja 22, 2018

Pielęgnacja olejami: Bioamare Olej z dzikiej róży | Regeneracja, nawilżenie i rozjaśnienie przebarwień.

Pielęgnacja olejami: Bioamare Olej z dzikiej róży | Regeneracja, nawilżenie i rozjaśnienie przebarwień.

Kilka miesięcy temu podzieliłam się z Wami moim planem pielęgnacyjnym na jesień. Wśród postanowień znalazło się olejowanie twarzy, ciała i włosów, które kontynuowałam również zimą. Jednym z moich faworytów wśród olejków został olej z dzikiej róży. Ze względu na swoje właściwości i wszechstronność stosuję go aż do teraz i nie spodziewałam się, że stanie się kluczowym elementem w mojej pielęgnacji. O tym, dla kogo i dlaczego warto poznać olejek z dzikiej róży przeczytacie w dalszej części posta.


olejek różany


Olejek z dzikiej róży – właściwości:

Olejek pozyskiwany jest z nasion owoców dzikiej róży, jednak jego zapach w niczym nie przypomina zapachu kwiatów, do jakich jesteśmy przyzwyczajeni. Kolor również może początkowo budzić wątpliwości, jednak autentyczny olejek powinien posiadać charakterystyczną, intensywnie pomarańczową lub żółtą barwę. Olejek bogaty jest w witaminę C, która ma bardzo szerokie spektrum działania: antyoksydant - spowalnia proces starzenia, wzmacnia naczynia krwionośne oraz rozjaśnia skórę. Także obecne w olejku polifenole pełnią rolę przeciwutleniaczy, a wielonienasycone kwasy tłuszczowe regenerują naskórek i poprawiają jego nawilżenie. To właśnie kwasy omega-6 i omega-3 sprawiają, że olejek nie zapycha porów. Olej zawiera również liczne minerały, witaminy z grupy B i witaminę E.




Do jakiej cery?

Cera dojrzała: zwiększa elastyczność i jędrność skóry.
Cera szara, zmęczona: przyspiesza regeneracje komórek, poprawia koloryt oraz wygładza skórę.
Cera z przebarwieniami, bliznami: spłyca drobne blizny oraz wyrównuje koloryt.
Cera mieszana, tłusta: olejek nie zapycha skóry, działa przeciwzapalnie, łagodzi podrażnienia i przyspiesza gojenie skóry.
Cera naczynkowa, wrażliwa: nie powoduje podrażnień, wzmacnia naczynia krwionośne.
Cera sucha: zapobiega utracie wody z naskórka.
Skóra kobiet w ciąży: jest bezpieczny dla kobiet w ciąży. Stosowany regularnie jest również pomocny w walce z rozstępami.
Skóra wokół oczu: nawilża i zapobiega powstawaniu zmarszczek, nie podrażnia delikatnej skóry pod oczami.


Bioamare Olej z dzikiej róży

Buteleczka posiada bardzo przeze mnie lubiany kroplomierz. Przy wszystkich płynnych kosmetykach jest to bardzo wygodne rozwiązanie, dozujemy odpowiednią ilość olejku, nie brudząc przy tym buteleczki i otoczenia (ze względu na mocny, pomarańczowy kolor olejek może barwić, dlatego pipetka ma tym bardziej duże znaczenie). Zapach jest specyficzny i wiem, że dziwnie to zabrzmi, ale porównałabym go z kwaśnym smakiem świeżej żurawiny ;) Przejdźmy do działania. Olejek naprawdę radzi sobie ze świeżymi bliznami i pamiątkami po niedoskonałościach. Skutecznie przyspiesza regeneracje skóry i gojenie się małych ranek i strupków. W walce z przebarwieniami też daje radę, ale wszystko zależy od rodzaju i wielkości zaczerwienienia. Ja miałam parę pozostałości po głębokich zaskórnikach i uporał się tylko z tymi najświeższymi. Olejek stosuję na noc, czasami samodzielnie, a czasami z kwasem hialuronowym lub kremem. Po przebudzeniu skóra jest wygładzona, nawilżona i bardziej miękka. Olejek nie zostawia tłustej warstwy, szybko się wchłania i nie powoduje powstawania zaskóników.





Co myślicie o olejku z dzikiej róży? Stosujecie czy może używacie kosmetyków, w których występuje?

maja 09, 2018

Organic Shop, nabłyszczająca maska do włosów Grecka figa i olej migdałowy

Organic Shop, nabłyszczająca maska do włosów Grecka figa i olej migdałowy

Pielęgnacja włosów to u mnie temat rzeka. Nawet jeśli mam swoje ulubione maski, odżywki i szampony, to wciąż lubię zmieniać i testować nowe produkty. W ostatnich miesiącach nie miałam okazji wypróbować zbyt wielu nowości, a spowodowane było to brakiem czasu. Ostatnio zdałam sobie sprawę, że w tym pośpiechu przez cały czas korzystam tylko z jednej maski – stosując ją na przemian raz jako odżywkę, a następnym razem trzymając kilkanaście minut dłużej jako maskę. Czy maska Organic Shop wpisała się w potrzeby moich włosów, a tym samym zasłużyła na listę ulubionych masek?





Organic Shop, Grecka Figa - ekspresowo nabłyszczająca maska do włosów



SKŁAD
Maska zawiera olej kokosowy (solo na moich włosach nie daje rewelacyjnych efektów). Za to w połączeniu z innymi surowcami kosmetycznymi np. w gotowych odżywkach spisuje się już całkiem dobrze. Wyciąg z figi ma odżywiać, nawilżać włosy, a olej ze słodkich migdałów regenerować i dodać blasku. W masce znajdziemy również hydrolizowane białka pszenicy odpowiedzialne m.in. za wygładzenie i odbudowanie uszkodzonych włosów. Dodatkowo tak jak wszystkie maski pielęgnacyjne Organic Shop, ta nie zawierają parabenów, silikonów i SLS.


Producent podkreśla, że maska przede wszystkim ekspresowo dodaje blasku włosom i wygładza, a przy tym ułatwia rozczesywanie. Wybierając ten produkt miałam nadzieję głównie na to, że włosy będą bardziej lśnić bez zbytniego „przylizania”. Mam wrażenie, że maska lekko domyka łuski i tym samym w lekkim stopniu włosy bardziej lśnią, jednak nie to mnie w niej urzekło. Biorąc pod uwagę fakt, że maska nie zawiera silikonów, to ja jestem zachwycona. Jej działanie bardzo przypomina silikonowe kosmetyki drogeryjne i fryzjerskie, które miałam okazję stosować. Poprawę w wyglądzie włosów zobaczyłam po drugim, trzecim zastosowaniu, włosy były mięsiste, sypkie i bardzo łatwo się układały. Odkąd stosuję delikatne szampony do oczyszczenia skóry głowy, jest mi trudniej trafić na kosmetyki, które nie przyczyniają się do szybszego przetłuszczania i obciążania włosów. W przypadku tej maski włosy wyglądają na drugi dzień jeszcze lepiej niż w dzień mycia :) Maskę czasami traktuję też jako ekspresową odżywkę, ale to trzymanie jej dłużej na włosach dało konkretne rezultaty. Wracając jeszcze do wygładzenia włosów, to powiedziałabym, że maska robi to nieznacznie - gdzie nie gdzie odstające pojedyncze włoski są tego dowodem. Czy to mi przeszkadza?  Niestety tak, bo nienawidzę odstających babyhair czy sterczących włosów na długości. Polubiłam jednak tą miękkość i sposób w jaki włosy się układają po zabiegu z tą maską.






Jak na razie jestem zadowolona z kosmetyków Organic Shop i już nie mogę się doczekać sprawdzenia innych masek (istnieje wersja z masłem shea, maliną lub olejem kokosowym). Jeśli stosowałyście kosmetyki Organic Shop, dajcie znać co polecacie lub jaki kosmetyk marki się u Was nie sprawdził :)