Lovely
Curling Pump Up już od bardzo dawna jest jednym z najbardziej
polecanych produktów wśród drogeryjnych tuszów
do rzęs. Mam wrażenie, że większość kobiet oszalała na jego
punkcie, a ten zachwyt trwa już od ładnych paru lat i trochę mi głupio, że piszę o
nim dopiero teraz. Myślę, że długi wstęp jest zbędny i nie
przedłużając przejdę do konkretów.
Produkt
Opakowanie
jest proste, ale za to bardzo wygodne. Szczoteczkę trzyma się w
dłoni o wiele lepiej niż inne tusze np. o wypukłych kształtach.
Maskara ma silikonową, lekko wygiętą w łuk szczoteczkę.
Silikonowych „włosków” jest bardzo dużo – na końcu
szczoteczki znajdują się te najkrótsze, a im bardziej
środka, tym stają się dłuższe. Szczoteczka jest bardzo
precyzyjna i sięga nawet do najkrótszych rzęs w samym kąciku
oka. Tusz nakłada się na szczoteczkę równomiernie, nawet
przy pierwszym użyciu nie trzeba wycierać jego nadmiaru o brzegi
lub chusteczkę. Tusz kosztuje 12,99 zł, ale w promocji można go
kupić nawet za niecałe 10 zł, trzeba przyznać, że to bardzo
atrakcyjna cena.
Działanie
U mnie
tusz przede wszystkim perfekcyjnie rozdziela rzęsy, a przy tym
pokrywa je wszystkie, aż po same końce dając tym samym efekt
wydłużenia. Nie wątpliwie jest to zasługa dobrej szczoteczki, z
którą się polubiłam już od pierwszego użycia. Bałam się,
że ze względu na niską cenę tusz szybko wyschnie. Po 2 miesiącach
mogę stwierdzić, że maluje tak samo jak za pierwszym razem. Poza
tym pierwszy raz zdarzyło się, że po umalowaniu nie muszę
wyczesywać rzęs moją ukochaną czystą szczoteczką z tuszu
collosal volume. Nie dziwię się licznym zachwytom, bo na co dzień
jest to tusz idealny, jednak ja znalazłam w nim kilka wad. Maskara
ma sprawić, że rzęsy staną się uniesione. Niestety moich rzęs
nie unosi, a wręcz robi coś przeciwnego. Po użyciu zalotki i
wytuszowaniu rzęs włoski są ładnie podkręcone jedynie na kilka
sekund. Nie wiem dlaczego akurat u mnie tak działa, ale rzęsy po
krótkiej chwili stają się prawie proste jak przed użyciem
zalotki i strasznie mnie to wkurza. Zdarzyło mi się też, że po
kilku godzinach noszenia osypał się pod okiem. W sumie mogłabym mu
to wybaczyć, bo tusz nie jest wodoodporny i za tą cenę po 8-10
godzinach ma prawo się coś osypać. Jednak pomimo że tusz nie jest
długotrwały to bardzo ciężko jest go zmyć.
Cieszę
się, że tusz w końcu trafił w moje ręce. Na pewno daje lepsze
efekty niż niektóre droższe maskary, jednak nie nazwałabym
go najlepszym ;) Tusz jest godny polecenia szczególnie dla
osób, które szukają naturalnego looku, a przy tym
lubią szybką i precyzyjną aplikacje.
Jakie
jest Wasze zdanie na temat tego tuszu? Lubicie tanie, drogeryjne
tusze do rzęs?


Aż sobie zapiszę jego nazwę...bo nie miałam o nim pojęcia!
OdpowiedzUsuńpozdrawiam serdecznie z nad filiżanki kawy:)
Wiele osób go uwielbia. Jest duża szansa, że i Tobie przypadnie do gustu :)
OdpowiedzUsuńJa używam tego żółtego z Miss Sporty a jest praktycznie taki sam jak ten ;) pozdrawiam
OdpowiedzUsuńWizualnie jest tak podobny, że chcąc kupić tusz Lovely najpierw sięgnęłam po tusz z Miss Sporty ;D
UsuńSłyszałam o nim baardzo dużo dobrego. Ja pozostaję jednak wierna mojemu Lash Sensational z Maybelline :)
OdpowiedzUsuńO tak, Lash sensational to jeden z moich ulubionych :)
Usuń