Balsamy opalające to nie tylko produkty typowo letnie.
Zazwyczaj stosuję tego typu kosmetyki wczesnym latem, aby nadać skórze
delikatny odcień opalenizny (i nie świecić bladymi nogami zanim wakacyjne
słońce je opali). Natomiast używanie produktów brązujących jesienią
pozwala mi się cieszyć wakacyjną opalenizną znacznie dłużej. Jak radzi sobie
Brązujący Balsam pod prysznic? Zapraszam do recenzji.
Skład:
Aqua (Water), Dihydroxyacetone, Isopropyl Myristate,
Petrolatum, Glycerin, Paraffinum Liquidum
(Mineral Oil), Propylene Glycol, Polyquaternium-37, Glyceryl Stearate, PEG-100
Stearate, Cetearyl Alcohol, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Amber Extract, Citric Acid, Phenoxyethanol,
Methylparaben, Ethylparaben, Propylparaben, Butylparaben, Potassium Sorbate,
Sodium Benzoate, Parfum, Amyl Cinnamal, Linalool, Limonene, Alpha-Isomethyl
Ionone, Geraniol, Hydroxycitronellal, Cinnamyl Alcohol, Benzyl Alcohol.
Produkt:
Producent opisuje kosmetyk w ten sposób:
Balsam ma zapewnić równomierny, naturalny odcień
opalenizny bez smug i przebarwień. Wyróżnia go delikatny zapach, specjalna
formuła ułatwiająca aplikację oraz stopniowanie efektu opalenizny. Produkt
należy nanieść na wilgotną skórę pod prysznicem, wmasować i odczekać 3 minuty.
Po 5 aplikacjach można zauważyć pierwsze efekty. Z każdym kolejnym użyciem odcień opalenizny staje się intensywniejszy.
Opakowanie jest wygodne w użyciu, bez problemu można
wycisnąć odpowiednią ilość balsamu. Balsam jest kremowy, nie za gęsty. Łatwo
się rozprowadza i nie spływa ze skóry. Zapach w opakowaniu i podczas stosowania
faktycznie jest delikatny, ale po paru godzinach od zastosowania staje się
coraz bardziej intensywny i wyczuwalny na skórze.
Działanie:
Mam wersję do jasnej karnacji. Pierwszy raz stosowałam
balsam wiosną, kiedy skóra była jeszcze blada i efekty u mnie były bardzo
subtelne. Po kilku użyciach mogłam jedynie zauważyć cieplejszy, zdrowszy odcień.
Skóra wyglądała po prostu lepiej, ale nie tego oczekiwałam. Bardziej lubię
stosować go latem i jesienią. Podkreśla wtedy kolor opalenizny, daje bardzo
naturalny efekt. Nawet kiedy się nie staram przy nakładaniu, nigdy nie miałam plam
i przebarwień. Sposób aplikacji pod prysznicem jest dla mnie bardzo wygodny i
lepszy od standardowych balsamów brązujacych, które trzeba wmasowywać. Muszę
wspomnieć o tym, że balsam nie wysusza, a skóra po jego użyciu jest miękka i
gładka. Jedyne co mi w nim przeszkadza to zapach. Na początku myślałam, że niedokładnie go zmywam. Spróbowałam nakładać mniejszą
ilość lub trzymać krócej, zmywać większą ilością wody, po kąpieli nakładać
dodatkowo "normalny" balsam nawilżający, a i tak po kilku godzinach
czułam intensywny zapach samoopalacza na skórze.
Znacie ten produkt? Używacie kosmetyków brązujących?



Muszę przyznać, że sama nigdy jeszcze nie używałam tego typu produktów i jakoś mnie do nich nie ciągnie :) Ale ostatnio polubiłam kosmetyki tej marki, a szczególnie ich peeling grejpfrutowy baaaardzo miło wspominam. Same w sobie balsamy pod prysznic też nie są złym rozwiązaniem jak nam się śpieszy szczególnie :D
OdpowiedzUsuńZostaję na dłużej u Ciebie, bo podoba mi się tutaj :) Masz piękny wygląd bloga - przejrzysty i dziewczęcy!
Kilka razy zastanawiałam się nad ich peelingami, ale ostatecznie wygrywał ręcznie robiony peeling z kawy :) Za to czaję się na na ich olejki pod prysznic.
UsuńBardzo mi miło, dziękuję :)
Miałam ten balsam w wersji do ciemnej karnacji rok temu i też byłam z niego zadowolona, nawet zapach nie był tak intensywny. W tym roku kupiłam go ponownie i w kwestii działania nic się nie zmieniło, ale właśnie zapach jest bardziej intensywny i dłużej utrzymuje się na skórze, co też niezbyt mi odpowiada :)
OdpowiedzUsuńMoże zmienili coś w składzie? Ja go już raczej nie kupię, ten zapach mnie zniechęcił :)
Usuń