Jesień i zima to czas, kiedy
najczęściej sięgam po świece lub woski zapachowe. Wybór w
sklepach internetowych jest ogromny i pomimo, że dotychczas miałam
okazję używać wosków Yankee Candle, to tym razem
zdecydowałam się na dwie inne marki - o Kringle Candle czytałam
już wiele, natomiast Busy Bee Candle to dla mnie nowość.
Kringle Candle „Warm Cotton”
Zapach mało świąteczny i zimowy,
jednak chciałam mieć pod ręką coś świeżego i uniwersalnego.
Coś, co może przeleżeć jakiś czas w szufladzie i będzie
odpowiednie do użycia wiosną. Dla wielu osób jest to zapach
czystego prania, mi zapach kojarzy się bardziej z wiosennymi
kwiatami niż samym proszkiem do prania lub płynem do płukania. Wosk jest bardzo intensywny i w małych pomieszczeniach trochę za
mocny, jednak lubię jego świeżość i chętnie po niego sięgałam
przez ostatni miesiąc. Opakowanie wosku bardzo praktyczne w
porównaniu z woskami Yankee Candle.
Busy Bee „Christmas Cookie”
Typowo polukrowane, słodkie
ciasteczka lub budyń waniliowy :) W małych pokojach i mieszkaniach sprawdza się bardzo
dobrze. Pomimo że jest to słodki aromat, nie jest duszący i
ciężki. Zapach po zgaszeniu utrzymuje się długo (aczkolwiek
krócej niż Kringle czy Yankee). Must have dla wielbicieli
„jedzeniowych”, słodkich zapachów. Woski Busy Bee podobnie jak
Kringle pakowane są w plastikiowe słoiczki, co umożliwia wygodne
wydobycie bez kruszenia wosku. Poza tym jest bardziej miękki i szybciej się topi, a co za tym idzie - łatwiej wyczyścić po nim kominek.
Busy
Bee „Christmas Orange”
Świąteczne
pomarańcze to dla mnie takie o intensywnym, świeżym zapachu,
nabite goździkami. Wybierając ten wosk miałam nadzieję na zapach
pomarańczy z lekko wyczuwalną nutą goździków i cynamonu. W
rzeczywistości okazało się, że pachnie tak jak opisywał to
producent – świeżo krojona pomarańcza. Bardzo przyjemny i
odświeżający zapach, idealny nie tylko w okresie świąt. Chociaż po
zgaszeniu kominka zapach nie utrzymuje się długo, to z całej
trójki najbardziej przypadł mi do gustu.
Macie
swoje ulubione zimowe lub świąteczne zapachy?

